memorial MARIA LUISA_hiszpania (asturias) |
Wróciłem właśnie z uroczystości ogłoszenia wyników tego konkursu. Gala odbyła się w miejscowości Oviedo (Asturia, Hiszpania) i pozwolę sobie napisać kilka słów na jego temat, ale także o ceremonii oraz o kulisach tej imprezy.
Jest to chyba najbardziej prestiżowy konkurs fotografii o tematyce górskiej w Europie.
Obecna edycja była jego osiemnastą odsłoną.
Zdjęcia napływają z całego niemal świata, co ilustruje poniższa mapka.

|
Konkurs ten to przykład pięknej idei, pamięci i przyjaźni ludzi gór.
Kim była Maria Luisa Álvarez?
Nikim sławnym.
Nie biła żadnych światowych rekordów alpinistycznych, nie była na pierwszych stronach światowych gazet.
Była po prostu hiszpańską dziewczyną zakochaną bez pamięci w górach.
Mieszkała w niewielkiej miejscowości Infiesto w Górach Kantabryjskich (hiszp. Cordillera Cantábrica).
Chodziła po górach w każdych warunkach, kochała je i tę miłość wpajała młodszym od siebie kolegom. Organizowała dla nich górskie eskapady i uczyła ich gór.
Pewnego dnia zginęła w górach otaczających Oviedo przygnieciona przez spadające kamienie.
Maria Luisa zginęła, przyjaciele pozostali. Pozostała w nich także zaszczepiona juz miłość do gór oraz pamięć o towarzyszce wypraw i nauczycielce.
Organizatorami konkursu oraz uroczystości memoriałowych są wiec jej uczniowie i przyjaciele.
Jest ich sześciu. Miałem okazje ich poznać. Są to ludzie w wieku 30-40 lat, należący obecnie do elity prowincji Asturia, którzy są mocno zdeterminowani w swojej misji i mimo upływu czasu nie zapominają.
Konkurs z roku na rok mocno sie rozwija. Potrafią go perfekcyjnie zorganizować oraz zdobyć pieniądze na jego przeprowadzenie.
Głównym sponsorem konkursu jest bank, w którym pracuje dwóch organizatorów konkursu, a patronuje imprezie burmistrz miejscowości Infiesto, w której Maria Luisa się urodziła, wychowała i mieszkała.
Konkursowi towarzyszy ogromne zainteresowanie prasy oraz miejscowej ludności.
Na ogłoszeniu wyników sala pękała w szwach i zajęte były wszystkie miejsca, w tym stojące.
Pierwsze trzy rzędy przeznaczone dla Vipów były także całkowicie wypełnione.
Po chwili historii, zrelacjonuję krótko mój udział w tej imprezie.
Otrzymałem od organizatorów zaproszenie wraz z przesłanymi biletami lotniczymi oraz zapewnieniem pełnej opieki, począwszy od odbioru z lotniska, poprzez naprawdę świetny hotel, super wyżywienie, wino, wycieczki obwoźne po okolicznych górach i innych atrakcjach, aż po odwiezienie na lotnisko celem powrotu do kraju.
Wszystko, co zależało od organizatorów, zadziałało perfekcyjnie, bez poślizgów i niespodzianek.
Zdecydowaliśmy, ze polecę z tatą, towarzyszem moich fotograficznych wypraw.
Nasze elektroniczne bilety lotnicze były oczywiście wykupione w hiszpańskich liniach lotniczych Iberia.
Wylecieliśmy w piątek 15 lutego 2008 roku z Okęcia i po 3,5 godzinach lotu lądujemy na lotnisku Madryt Barajas. Jest to olbrzymie, wieloterminalowe lotnisko, gdzie dzięki doskonałemu oznakowaniu poruszanie się po nim nie sprawia żadnych problemów. Do naszego terminala odlotowego jedziemy podziemną wewnątrz-lotniskową kolejką, za którą nic nie trzeba płacić.
Po niezbyt długim oczekiwaniu jesteśmy odprawieni do samolotu lecącego do portu lotniczego Asturias, oddalonego o kilkanaście kilometrów od miejscowości Oviedo, która jest stolicą górzystego regionu Asturia.
Teraz niestety niespodzianka, pierwsza i na szczęście ostatnia.
Idziemy rękawem do samolotu, a tam pod jego koniec olbrzymia kolejka, w której stoimy około 15 minut.
Hiszpanie czekają w spokoju, z dużym poczuciem humoru, wesoło rozmawiając. Nam wcale nie jest do śmiechu, tym bardziej, że nie wiadomo dlaczego nie wpuszczają na pokład. Przebiegają przez nasze głowy różne myśli, tym bardziej, ze nagle wszyscy Hiszpanie zarządzili odwrót i wracają (w spokoju raczej) do bramki wejściowej. Nie możemy za bardzo się dowiedzieć o co chodzi. Nasz niepokój narasta tym bardziej, ze jesteśmy umówieni na lotnisku z Románem.
Przy bramce wyjściowej, a w zasadzie wejściowej anulują nam na bilecie wejście do samolotu, ale dowiadujemy się, że samolot ma awarię oświetlenia skrzydła i w takim stanie lecieć nie może. Zapewniają nas jednak, że usuwanie awarii nie potrwa dłużej niż 15 minut.
Za bardzo nie dowierzamy. Dzwonimy do Romána, który właśnie dojeżdża do lotniska, gdyż zbliża się godzina naszego planowanego przylotu.
Jesteśmy trochę uspokojeni, będzie czekał.
Dokładnie po 15 minutach powtórnie jesteśmy zaproszeni do samolotu i startujemy już bez niespodzianek.
Po trzech kwadransach nasz Airbus szczęśliwie ląduje na lotnisku Asturias.
Román z Kolegą są na posterunku, pakują nas do Audi i pędzimy kilkadziesiąt kilometrów górską autostradą (zresztą bezpłatną) w kierunku naszego pensjonatu. Podroż z lotniska trwa prawie godzinę, gdyż kierowcy hiszpańscy bardzo dokładnie przestrzegają dozwolonej prędkości i wszelkich ograniczeń. Gdy dojeżdżamy do hotelu dochodzi godzina 23.00.
Dowiadujemy się, że w hotelu czekają na nas z kolacją laureaci innych nagród: Belg Fons Van Den Heuvel oraz para Hiszpanów (z pięknej nadmorskiej miejscowości Vinaros) Assumpta Hostalot i Joan Gil.
Wszyscy okazują się być bardzo sympatyczni i tak przy kolacji, winie i pogaduszkach fotograficznych mija nam czas do 1.30 w nocy.
A hotel też jest bardzo interesujący. Urządzony jest w starym asturyjskim dworze i utrzymany oraz wyposażony w takim właśnie stylu. Hotel ten znajduje się we wsi Sąntianes, w okręgu Pilon~a, a nazywa sie Los Cuetos.
Dodam jeszcze, ze w rzeczywistości hotel wygląda o wiele lepiej niż na fotografiach w Internecie.
.

|
Nazajutrz, po śniadaniu, o godzinie 11.00 mamy spotkanie z burmistrzem Infiesto.
Na honorowym miejscu, przed olbrzymim biurkiem, za którym ustawiono flagi hiszpańską i unijna oraz wisi portret króla Hiszpanii stoją trzy wielkie krzesła dla specjalnych gości, czyli dla nas.
Przed nami burmistrz oraz Román, w podwójnej roli organizatora i tłumacza. Są przemówienia, gratulacje, drobne upominki, fotoreporterzy i dziennikarze.

|
Po tej uroczystości burmistrz zaprasza nas na kawę, ale nie w sali konferencyjnej, ani w gabinecie, a w sympatycznej knajpce, która znajduje się naprzeciw ratusza i sprawia, że atmosfera staje się bardzo swobodna.
Potem gospodarze zabierają nas do górskiej wioski o nazwie Espinaredo (w okręgu Pilon~a), gdzie zachowała sie jeszcze architektura oraz zwyczaje i atmosfera XIX wiecznej hiszpańskiej wsi górskiej.
Po drodze Hiszpanie pokazują nam górę, na której zginęła Maria Luisa.

|
Charakterystycznym elementem wioski (oraz całego regionu) są drewniane spichlerze na ziemniaki, które mocowano na specjalnych słupach/nogach, kilka metrów nad ziemią, aby nie dostały się do nich myszy i szczury.

Spacerujemy, oglądamy i fotografujemy, udana wycieczka.
Potem jedziemy na wystawny obiad z zupą z owoców morza, charakterystycznie przyrządzanym mięsem (lub rybą), hiszpańskimi sałatkami i deserami oraz oczywiście z nieodłącznym winem.
Po tak sutym obiedzie zostajemy odwiezieni do hotelu, gdzie mamy chwilę na sjestę.
Właściwa uroczystość zaczyna się o godzinie 20.00. w Centro Cultural Cajastur de Oviedo.
Wyjeżdżamy z hotelu o 18.00. Na miejscu poznajemy pozostałych (hiszpańskich) laureatów konkursu. Nasi gospodarze i organizatorzy, w eleganckich garniturach, doglądają ostatnich przygotowań. Wygląda, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik.
Wszystkie miejsca na sali są zajęte, a w przejściach też stoi sporo ludzi.
Nie potrafię ocenić frekwencji, ale myślę, ze jest około 300 osób.
Rozpoczynamy punktualnie.
Pierwszym punktem programu jest godzinny wykład profesora Eduardo Martinez de Pisón o zdobywaniu Arktyki oraz o ociepleniu klimatu i jego skutkach. Mimo, że praktycznie nic nie rozumiemy, to wyświetlane slajdy oraz charyzma wykładowcy naprawdę nas wciągają.
Potem następuje ceremonia ogłoszenia wyników konkursu i rozdanie nagród.
Na wielkim ekranie pojawia sie nagrodzone zdjęcie i wyczytywane jest nazwisko jego autora.
Autor wychodzi na scenę, odbiera nagrodę i maszeruje do mównicy w celu wygłoszenia kilkuminutowego przemówienia.
Przychodzi i na mnie kolej.
Co prawda w potoku hiszpańskich, szybko wypowiadanych słów, nie za bardzo rozpoznaję swoje nazwisko :) , ale słowo Polonia brzmi juz bardzo wyraźnie.
Wychodzę, odbieram, przemawiam, schodzę przy burzy oklasków.
Hiszpanie to taki naród, ze są cały czas zadowoleni i uśmiechnięci, a jak klaszczą to naprawdę burzliwie. Wspaniała publiczność, dziękuje im za tak gorące przyjecie.

|
Schodzę ze sceny taszcząc dyplom i trofeum z marmuru i mosiądzu (przedstawiające bogato zdobione filary z portalem - symbol regionu) oraz nagrody rzeczowe w postaci: namiotu wysokogórskiego, aparatu Canon EOS 400D z obiektywem oraz szereg pięknych albumowych wydawnictw.
Po mnie kolej na Belga i podobny ciąg zdarzeń.
Na koniec piękny sidle-show. Na ogromnym ekranie wyświetlane są wszystkie wyróżnione zdjęcia, a wśród nich odnajduję fotkę Mateusza Moskalika oraz zdjęcie Piotra Celińskiego, które zostało wyróżnione i do tego przeszło do finału konkursu.
Koledzy, serdeczne gratulacje.
Milo było usłyszeć tam Wasze nazwiska wyczytywane z hiszpańskim akcentem, a po nich słowo Polonia, które brzmiało jak zawsze przy takich okazjach pięknie.
Uroczystość trwała około 2,5 godziny i naprawdę nie było żadnych dłużyzn.
Wszystko punktualnie, płynnie i sprawnie.
Po prostu profesjonalizm najwyższego lotu.
W kuluarach jeszcze przez dobre poł godziny wypytują mnie o różne rzeczy i gratulują wystąpienia, m. inn. poniżej Pan Burmistrz oraz jeden z organizatorów.

|
Jest oczywiście w Oviedo prezentowana także papierowa wystawa.
Po uroczystości wszyscy laureaci, organizatorzy i profesor przechodzimy na stare miasto, gdzie w luksusowej, tradycyjnej i jakże uroczej knajpce mamy uroczyste przyjęcie. Zajmujemy cztery ogromne stoły, jest nas około 30 osób. Ależ to musi kosztować. Jest pyszne jedzenie, wino i śpiewy, wszystko w hiszpańskim stylu.

|
Biesiadę kończymy po godzinie 1.00 w nocy i taksówkami (oczywiście na koszt organizatora) jedziemy w góry do naszego pensjonatu.
A starówka w Oviedo nadal tętniła życiem (prawdę powiedziawszy na ulicach było więcej ludzi niż w ciągu dnia).
Droga jak zwykle zajmuje około godziny i po 02.00 jesteśmy w pokoju.
Rano o godzinie 9.00 przyjeżdżają po Belga, wiec jesteśmy oczywiście na dole pożegnać sympatycznego fotografa z BVNF.
Potem śniadanie w gronie hiszpańskich laureatów, pogaduszki, każdy pokazuje swoje zdjęcia.
Leci Arktyka, Falklandy, Ameryka Południowa, Afryka, Himalaje - chyba cały świat.
Ja tez wyświetlam moją diaporamę "Zima".
Patrzę po twarzach.
Naprawdę zrobiła wrażenie !!
Może dlatego, że dla Hiszpanów zima to trochę egzotyczne zjawisko.
A może im się podobało?
I tak dochodzi 11.00.
Właścicielka hotelu melduje, że przed brama czeka na nas taksówka, aby zabrać nas do jezior w górach.
Chodzi tylko o nas, gdyż Hiszpanie są samochodami i po śniadaniu wyjeżdżają do domów.
Dla nas zupełne zaskoczenie, gdyż sądziliśmy, ze sami pokręcimy się gdzieś pieszo po okolicy.
Kierowca taksówki próbuje mówić po angielsku, ale z małym sukcesem.
Ma na imię Pablo i bardziej już na migi tłumaczy nam, ze on będzie objeżdżał atrakcyjne turystycznie miejsca, a jak będziemy chcieli się zatrzymać w fotograficznych celach to wystarczy powiedzieć Pablo Stop.
I tak było przez cztery godziny, odwiedzilimy także sanktuarium w Covadonga i typowy asturyjski, niedzielny targ w
Cangas de Onis. Fajna wycieczka i ze sporymi emocjami.
Jeździłem trochę samochodem po górach, ale na tak wąskiej szosie, z przepaściami niezabezpieczonymi barierkami jeszcze nie byłem.
Nie trudno o zsuniecie sie jednego kola lub zagotowanie płynu hamulcowego przy zjazdach.
Lepiej jednak oglądać widoki niż uruchamiać wyobraźnię.

|
Po wycieczce i posiłku próbujemy odespać nocne życie, a tu o 17.00 dzwoni w pokoju telefon.
Co jest?? Dopiero się położyliśmy.
Właścicielka hotelu mówi, ze na dole czekają na nas (z całej ekipy konkursowiczów zostaliśmy juz tylko my) Román i Javier (kolejny sympatyczny członek organizatorskiej ekipy) .
Schodzimy nie wiedząc o co chodzi.
Zapraszają nas na przejażdżkę, chcą nam pokazać miejsce skąd pięknie widać okoliczne szczyty, w tym najwyższe wzniesienie Torre de Cerredo w masywie Picos de Europa, które ma wysokość 2648 m n.p.m.
Po drodze zabieramy jeszcze jednego ich Kolegę, także organizatora konkursu, a w cywilu szefa placówki banku, który jest głównym sponsorem festiwalu.
Ich zamiarem było być tam o zachodzie słońca, ale jak na złość, albo jak to w górach bywa, nadeszły chmury i słońce nawet przez nie się nie przebija.
Robię kilka zdjęć, w warunkach jakie są, żałując niezmiernie, ze nie mam statywu i dłuższego obiektywu, tym bardziej, ze wysoko w górach właśnie obserwujemy pożar.
Zapada zmrok.

|
Powrót do hotelu i ostatnia, przepyszna ciepła kolacja z winem i przystawkami w postaci regionalnych serów i długo-dojrzewających hiszpańskich szynek oraz innych tradycyjnych wędlin.
Około 22.00 kładziemy się spać, ponieważ pobudka o 4.15.
Punktualnie co do minuty (jak oni to robią?) przyjeżdża po nas Javier, prezentując mi gazety hiszpańskie z notkami o konkursie i fotografiami laureatów (poniżej wycinek z LA NUEVA ESPAŇA).

|
Odlot o 7.35, przesiadka w Madrycie i punktualnie o 13.30 lądujemy na Okęciu odbierając bagaże juz na nowym terminalu nr 2. Walizki niestety mocno pokaleczone, ale zawartość nie. Niestety na tym nowym terminalu spadają one z łomotem ze zbyt dużej wysokości i do tego na oczach właścicieli. Twarde walizki jak widać słabo to wytrzymują.
Samochód, śnieg, polskie drogi i jesteśmy szczęśliwie w domu.
Panowie organizatorzy.
Podziwiamy Was za przyjaźń, determinację i perfekcję.
Dziękujemy za zaproszenie.

|

Laureaci nagród głównych XVIII edycji Memorial Maria Luisa 2007.
Javier Sanchez (Hiszpania) - nagroda główna w kategorii ogólnej-góry.
Alfons Van Den Heuvel (Belgia) - nagroda główna w kategorii "Rok polarny".
Andrew Burr (USA) - nagroda główna w kategorii "Wspinaczka".
Jerzy Grzesiak (Polska) - nagroda główna w kategorii młody artysta.
Trofeum stanowi symbol Asturii, portal Kaplicy Pałacowej San Miguel de Lillo w Oviedo.
|

|